Zostaw ślad w celi

              Zobacz kto jest w celi

 

BLOGI

Co Powie Ryba  Every Single Day  Fly   Fontanna   Izmaja   Ja Nie Istnieję   Justys16   k09ut   Kid Of Darkness   Kokosanka   Kowak101   Moon-Child   Pamiętnik Maniaczki

ARCHIWUM

           2003 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12                             2004 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

           2005 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12                             2006 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12

           2007 01 02 03 04 05 06

 

 

 



2009-03-12 17:35:14 >> Marzenia..

Nigdy do końca nie zaufaj, nigdy nie wierz w słowa tworzące piękne zdania, mimo, że zamiast kropki na końcu przyczepione jest do nich słowo obiecuję. Jeśli zaufasz, przegrasz. Jeśli nie zaufasz, nie wygrasz nic, ale możesz stracić mniej niż można stracić, gdy ślepo będzie wierzyło się w to, że nagle wszystko się zmieni. Marzenia od zawsze budowały mnie, moją drogę i wszystko w co wierzyłem, opierało się głównie na marzeniach. One dodawały mi siły, wiary, nadziei, że z dnia na dzień życie może się zmienić w zupełnie coś innego, w coś głębszego niż tylko to, co widzę na co dzień, że jest szansa na to, że doświadczę czegoś większego niż kolejny podobny dzień do poprzedniego, który właśnie się zakończył. Teraz nauczyłem się traktować wszystko z odpowiednim brakiem zaufania, z dystansem, który nie łatwo zniwelować. Problemów z dnia na dzień jest coraz więcej i coraz ciężej jest mi z nimi walczyć, ale dopóki walczę, jestem zwycięzcą, dopóki oddycham, jestem nim. Wiele rzeczy zyskałem, wiele utraciłem. Poczucie godności, o ile można jeszcze o nim mówić, utopiło się w mojej krwi, w której płynie nienawiść i gniew, które napędzają mnie do tego, by pokazać ile jestem wart, wszystko przede mną..

A Ty Muzyko, nie zawiedź mnie, bo jesteś moją ostatnią nadzieją..


skomentuj (1)



2008-10-28 22:17:16 >> W poszukiwaniu spokoju..
Uderzam pięścią w ściany, biję się w pierś, brakuje mi oddechu.. Nie mam czasu, by ułożyć myśli i posegregować je, tak jak kiedyś miałem na to czas. Pozmieniało się wiele, jest bieg, czuję presję, słyszę uderzenia tysięcy par butów, słyszę trzeszczące stawy nóg, które te buty niosą, czuję zmęczony oddech ludzi, którzy biegną w tym samym kierunku, lecz pewno nie każdy wie po co to wszystko, dokąd nas to doprowadzi. Czuję, że tempo, które narzuca życie jest dla mnie zbyt szybkie, że mijam bezpowrotnie wiele przystani, w których mógłbym odpocząć, odreagować, zebrać energię i siłę, by uderzyć z większą mocą. Czuję, że mijam wiele miejsc, do których powinienem zawitać, mijam ludzi, którym powinienem podać dłoń i uśmiechnąć się szczerze. Nie jest możliwe wygospodarować czas, by spokojnie zjeść posiłek, by posprzątać, by spotkać się z tymi, dla których kiedyś miałem czas. Coraz mniej czasu na zabawę, na spędzanie czasu tak jak podpowiada wyobraźnia, jak chce tego serce. Czemu nie mogę tak tego przyjąć i iść dalej? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, aczkolwiek nie tak wyobrażałem sobie najlepsze lata mojego życia. Nie lubię pędzić, nie lubię nie nadążać za swoimi myślami, nie lubię tego roztrzepania, masy niedokończonych spraw, niedokończonych zdań i urwanych myśli.. Chcę spokoju, tylko spokoju...
skomentuj (2)



2008-08-08 02:25:13 >> ...boga nie ma..
Powiem tak, coś takiego jak bóg w moim życiu nie istnieje. Powodów jest całe mnóstwo, dlatego nie ma sensu wymieniać ich osobno. Wystarczy spojrzeć co dzieje się na ulicach, co musimy oglądać w telewizji, czy nawet w naszym życiu, które nas dotyka na co dzień. Ktoś o zdrowych zmysłach nie pozwoliłby na taką kolej losu. Chyba, że ten cały bóg też ma coś z głową, że daje okazję, by świat zjadł sam siebie, połknął w całości zostawiając tylko niesmak tego, że mogło być inaczej, zupełnie inaczej niż jest obecnie. Co to za logika, aby niewinny cierpiał za winnego, aby ktoś czyniący jedynie zło tonął we wszelkich dobrach tego świata, skoro ludzie mieli być równi, każdy inny, lecz na równym stopniu, to czemu tak kurwa nie jest? Czemu jeden pluje na drugiego, nie mając nawet szansy na obronę. I co to za zasada, by nadstawiać drugi policzek, gdy dostanie się w jeden? Zostanę wynagrodzony za to, że daję sobą pomiatać. Jeśli miałbym 2 córki i jedna została zgwałcona, to miałbym dać drugą w nagrodę, bo co mi zależy, na pewno zostanę za to wynagrodzony po śmierci. Pierdolenie. Wiem, że każdy, kto jest głębokow wierzący, czyta biblię i jest to dla niego najważniejsza książka w życiu znajdzie zawsze wytłumaczenie na każdą z przedstawionych sytuacji, ale tego właśnie uczy biblia, tego uczą w szkołach, w kościele. Obronić za wszelką cenę tego co spisane, co rzekomo jest wielką nauką, lecz nikt nie wyjaśnia niedomówień, rzeczy, które są sprzeczne, które nijak się mają do rzeczywistości. Jeśli spoglądasz na księdza myślisz, że da Tobie, nam przykład tego jak żyć. Rozumiem to, że każdy jest człowiekiem, że każdy popełnia błędy, ale dwulicowość niektórych skurwysynów sięga zenitu i taki ktoś ma uczyć mnie jak ja mam żyć, przekazywać mądrości, które sam depcze z pełną świadomością. Patrząc na to traci się wiarę w dosłownie wszystko, w te wszystkie słowa, w księży jako osoby, które są naszymi nauczycielami w drodze do zbawienia. Bez wiary w samego siebie nie dojdzie się nigdzie. Mógłbym siedzieć godzinami i modlić się do kaloryfera, nasłuchując czy nie ma mi do przekazania prawd życiowych, wskazówek, którymi powinienem się kierować i gdybym uwierzył w niego, tak jak ludzie wierzą w boga, pieniądze czy inne rzeczy, to i tak bez wiary w to, że mogę czegoś dokonać nie zrobiłbym nic. Bo w czym może mi pomóc taki kaloryfer, bóg czy pieniądze? Żadne z nich nie zrobi za mnie w życiu tego co mam zrobić, wiara rodzi się w środku nas i tylko ona może wpłynąć na to, czego dokonamy, jakimi ludźmi będziemy. Jeśli nie uwierzę, że mogę zrobić coś ze swoim życiem, to nie zrobię. Jeśli nie uwierzę, że jestem wartościowy, to nadal będzie w mojej świadomości twkił gwódź, przypominający mi o braku jakichkolwiek zalet. Jeśli nie uwierzę, nie będę miał nic i nie pomogą modlitwy, nie pomogą postacie, które nie mają miejsca, postacie, których nie widzieliście, nie mogliście dotknąć, porozmawiać. Tak samo jest z owym bogiem, którego tożsamość jest potwierdzona jedynie obrazami, myślami spisanymi w postaci słów. Mogę wykreować właśnie postać, której nadal imię, wymyślę życiorys, nadam wygląd, ale kto za kilkaset lat będzie mógł potwierdzić fakt tego, że ta osoba naprawdę nie istniała w rzeczywistości. Do czego zmierzam, otóż zmierzam do tego, że bóg w moim słowniku to po prostu wiara, jeśli bóg jest wszystkim, to dla mnie wiara nią jest. Dlatego napisałem, że nie ma boga, nie ma czegoś takiego, bynajmniej w moim życiu już nie ma...
skomentuj (4)



2008-03-29 08:26:43 >> Na rozstaju dróg..
Jakie to uczucie, kiedy człowiek daje z siebie maksimum, gdy wydaje się, że wszystko idzie tak jak trzeba, a w pewnym momencie ziemia pod zbyt mocno postawioną stopą zaczyna się zapadać. Doskonale wiem jakie to uczucie i wciąż próbuję zapomnieć o nim, zniszczyć, wymazać całkowicie z pamięci. Sam już nie wiem, czy bezustanna walka o to, by odbudować życie nie zakłóca tego, co w życiu najważniejsze. Czy obraz celu, który widzę przed oczami nie zasłania mi prostych, życiowych spraw, dzięki którym i tak mógłbym osiągnąć ten cel. Wciąż szukam odpowiedniej drogi, wciąż odnajduję ich coraz więcej i nie wiem dokąd prowadzą. Czekam na rozstaju, czekam na jakiś mały znak, że nie jestem w tym sam, czekam, bo wiem, że sam nie zdołam podjąć decyzji, co dalej i gdzie iść. Kiedyś nie bałem się niczego, teraz boję się każdego kroku, ale nie czuję się z tym źle. To sprawia, że myśli się o tym, co może przynieść najmniejsza decyzja i gdzie to mnie doprowadzi. Choć ciężko jest czasem to odgadnąć, ciężko, bo nie raz już pomyliłem się śmiertelnie i żałowałem. Żałowałem, tak jak żałuję teraz.. I czuję, że jedyne co mogę zrobić, to przeprosić, za to co przynoszą moje decyzje.. Przepraszam Ciebie i wszystkich, którzy są przeze mnie ranieni..
skomentuj (3)



2008-03-08 12:13:19 >> Stojąc pośrodku tłumu macham białą flagą..
Najłtawiej jest się poddać, rzucić broń i przestać walczyć, najłatwiej, bo tym sposobem najmniej niespodzianek można napotkać na drodze, najmniej przykrych niespodzianek. Próbowałem dojść do momentu, w którym pomyślę o sobie, jestem coś wart, mam w sobie coś, co jest cenne, co może nie jest najdoskonalsze i wyjątkowe, ale czyni mnie lepszym, bardziej wartościowym człowiekiem. Myślałem, że każdy, mimo wad, niedoskonałości, mimo tego jaki jest, jak wygląda i skąd pochodzi ma w sobie coś, co czyni go dobrym człowiekiem. Myślałem, że nawet, gdy czyni się zło, a czyni się je nieświadomie, gdy głównym celem jest szczęście innych ludzi, nie własne, to może nie za życia, ale po śmierci zostanie to wynagrodzone. W tej chwili myślę, że po śmierci nie ma nic, że koniec wszystkiego znajduje się w momencie, gdy ostatni raz możemy złapać oddech, gdy ostatni raz możemy spojrzeć w oczy osobie którą kochamy i powiedzieć, kochałem, kocham i będę kochał na wieki. Chciałbym do tego dojść, chciałbym móc przeżyć tą ostatnią minutę właśnie w ten sposób, właśnie przy Niej, ale nie wiem czy los będzie na tyle łaskawy, by dać mi tę szansę. Boję się, że jednak nie dostanę tej szansy, że będę sam, że nie będzie Jej, gdy najbardziej będę potrzebował. Nie będzie ani Jej, ani żadnej innej, nie będzie przyjaciół ani rodziny. Nie jestem doskonały, nie potrafię dać wszystkim tego czego ode mnie oczekują, a wiem, że czasem oczekują zbyt wiele, a ja już nie potrafię być lepszy, nie mogę stać się lepszy bez pomocy, sam nie dojdę do niczego. Stojąc pośrodku tłumu macham białą flagą i zastanawiam się co się podziało z moją wiarą, gdzie jest pewność siebie, którę niegdyś miałem, gdzie siła, którą mogłem pokonać wszystko co złe.. Boję się, że właśnie biorę ten ostatni oddech i że po mnie nie zostanie nic więcej poza nazwiskiem, że już za życia ludzie o mnie zapomną, tak jak ja zapomniałem o tym, kim kiedyś byłem..
skomentuj (1)



2007-11-24 15:40:17 >> Układam życie od nowa..
Cisza i hałas..
Spokój i zamęt..
skomentuj (3)



2007-07-28 00:22:13 >> Smutne ulice..
Rozmyślanie na temat własnej egzystencji, sensu życia i innych, mniej lub bardziej ważnych rzeczy, które mają jakiś większy lub mniejszy wpływ na to, co we mnie jest, co się ze mną dzieje i co może sie stać, ograniczyły się do spacerów, w których blask słońca, błękit nieba i biel chmur zastąpiona jest ciemnością, mgłą, mrokiem, tajemniczością. Wtedy otwieram się na świat, myśli płyną potokiem, który ciężko zatrzymać. Nie wiem czy to dobrze układać w myślach wszystko, co chciałoby się ułożyć w prawdziwym życiu. Wiem jedynie, że większość rad, które udziela się ludziom ciężko samemu zastosować w swoim życiu. Mogę być idealnym psychologiem, mogę rozwiązywać cudze problemy, pomagać innym, lecz mogę sam nie wiedzieć jak rozwiązać swoje. Tak często wyciągałem dłoń, tak wiele dałem z siebie innym, by mogli dojść do tego, co sobie wymarzyli. Tak wiele mnie jest w nich teraz, od słów do czynów. I tak miło robi się na sercu widząc ich uśmiechy, radość i piękno, piękno bijące z ciał szczęśliwych ludzi.
Ciekaw jestem co widzą z drugiej strony patrząc na mnie. Czy można dostrzec cokolwiek przyglądając się memu ciału, słuchając mych słów, patrząc w moje oczy. Zadaję pytania, na które sam staram się odpowiedzieć. Jedyne co przychodzi mi do głowy to szczęście, szczęście z dodatkiem innych mniejszych wartości życiowych i uczuć, które mnie wypełniają. Jestem zakochany... Celowo nie postawiłem za tym zdaniem kropki, a wielokropek. Kropka kojarzy się z końcem, a nie chcę by to zakochanie miało kiedykolwiek koniec. Obiecałem sobie, że nie będę liczył, ale to już ponad 7 i pół miesiąca razem. Tak mało, a zarazem tak wiele.
Bezdomny zapytany o coś, czego nie doceniał mając to na codzień odpowie dach nad głową. Spragniony człowiek przemierzający pustynię, że szklanka wody. A ja? Ja odpowiem, że miłość, miłość do Niej, którą teraz na noc będę zamykał w sejfie, aby nic złego jej się nie stało, bo zbyt wiele dla mnie znaczy i zbyt wiele przeżyła, by móc nie traktować jej, jak ostatniej miłości w moim życiu.
skomentuj (4)



2007-05-27 10:45:22 >> Odnalazłem swoje miejsce..
Ja - ktoś i nikt
Ja - człowiek i zwierzę
Ja - wszędzie i nigdzie
Ja - odważny i tchórzliwy
Ja - wszystko i nic
Ja - twardy i wrażliwy
Ja - Twój i tylko Twój..

Z dedykacją dla kobiety, dzięki której wiem, po co tu jestem i czuję, że żyję oraz oddycham każdym jej słowem, gestem, spojrzeniem i dotykiem.
Dziękuję za to, że jesteś.
skomentuj (5)

 

Copyright 2003-2008 Flo... All rights reserved!!! Reproduction in whole or in part without written permission is strictly forbidden.